Informacja

Pragnę poinformować zarówno osoby pragnące dołączyć do bloga, jak i obecnych członków, że akcja bloga nie rozgrywa się w czasach współczesnych. Czasy panujące w 79. roku Ery Zmian odpowiadają mniej więcej ziemskiemu średniowieczu. Proszę o tym pamiętać przy wypełnianiu formularzy i pisaniu opowiadań.
Dziękuję.

niedziela, 3 stycznia 2016

Od Revii

Nasza kolejna misja kończy się powodzeniem, dałam sygnał reszcie, żeby kończyła, a sama odwróciłam się na pięcie i truchtem zmierzałam w stronę lasu, gdzie miałam się przemienić w tygrysa. Zanim to nastąpiło usłyszałam głośny huk. Fala uderzeniowa wyrzuciła mnie w bok, poczułam silny ból i straciłam przytomność. Kiedy się już obudziłam ujrzałam jednego z naszych, i skutecznie zwróciłam na siebie uwagę chrząknięciem.
- Już się obudziłaś? - odparł zaskoczony - Wysadzili ciebie w powietrze, oderwało ci połowe ciała.
W tym momencie wstrzymałam oddech. Chyba powinnam już nie żyć. Uśmiechnęłam się zadziornie do towarzysza. 
- Dziękuje za uratowanie życia.
- Gramy w jednej drużynie - również się uśmiechnął
Zastanawiałam się co on takiego zrobił, że jeszcze żyje. Obejrzałam swoje ciało, i rzeczywiście połowy nie było.
- Czy da się coś zrobić, żebym odzyskała drugą część?
- Odzyskać? Nie, moja magia jest za słaba, ale mogę nałożyć iluzje, będzie to ryzykowne. 
Parsknęłam i kiwnęłam głową na znak, że jestem gotowa. Mag zaczął szeptać zaklęcia i przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny zimny ból. Zamknęłam oczy i zacisnęłam wargi. Kiedy skończył otworzyłam oczy, druga połowa ciała była taka sama jak kiedyś, poza jednym wyjątkiem: nie było na nim starych blizn. Wstałam oglądając się ponownie. 
W tym momencie drzwi otworzyły się gwałtownie i reszta grupy wpadła do środka. Najwyraźniej byli zdziwieni, że wciąż żyje, ale nie komentowali. Stanęłam na środku i czekałam aż się uciszą. Sięgnęłam do tylnej kieszeni po zeszyt, jednak go nie wyczułam. Zmarszczyłam brwi, wiedziałam, że żaden z chłopaków go nie ma.
- Szlag by ich trafił. Zaczekajcie tutaj - rzuciłam w wiatr i wybiegłam schodami na góre zamieniając się w zwierzęcą postać. 
Wiedziałam już, że to służby porządkowe go zabrały. Pobiegłam jednak najpierw na miejsce zdarzenia, po czym skierowałam się na komendę. Nie spodziewający się ataku policjanci nie zdążyli zareagować, a ja to wykorzystałam, by rozpłatać im gardła. Przeszukałam pokoju i znalazłam zeszyt w ostatnim, zabezpieczonym w trwałym papierze. Pochwyciłam go w zęby i wyskoczyłam przez otwarte okno komendy, kierując się w stronę domku. Upewniając się, że nikt za mną nie podąża, ani mnie nie obserwuje skierowałam się do chatki, gdzie już przybrałam ludzką postać. Zeszłam na dół do piwnicy i rzuciłam zeszyt na stół. Sama się o niego oparłam i odgarnęłam zabrudzone krwią włosy.
- Długo cię nie by--
- Zamknij się. - warknęłam, przerywając mu - wiedzą o naszych planach, pewnie już mają kopie. Dobra do rzeczy. Mapa. - wyciągnęłam rękę i po chwili została mi wręczona.
Były na niej zakreślone miejsca naszych przyszłych ataków, jednak na razie były bezużyteczne. Odnalazłam miasto które już wcześniej miałam na oku, dosyć duże i bogate, idealne. 
- Następne miejsce naszego ataku będzie tutaj - wskazałam, tak, żeby zobaczyli - To daleko, ale takiego miejsca się nie spodziewają. Ja zatrzymam się tu - zakreśliłam na mapie Yvenreill - Wy będziecie trochę dalej, czyli tu, tu i tu - zakreśliłam kolejne kilka miasteczek i wiosek z strony naprzeciwko mojego przyszłego miejsca pobytu. - Atakujemy za kilka tygodni skoro świt, przyśle wam kogoś żeby was powiadomił. Gdy już dotrzemy do tamtego miasta, skierujemy się od wschodniego boku, atakując obrzeża i docierając do centrum, akcje zakończymy wkraczając do zachodniego lasu i kierując się do ustalonych miejsc zatrzymania. Po kolejnym dniu wyruszymy na południe do Yvenreill.
Potem jeszcze dyskutowaliśmy o planie, każdy zyskał nową tożsamość, rozdałam im nowe dowody. Potem każdy z nas wyruszył w swoją stronę różnymi drogami. Podróż byłaby za długa więc udałam się do miejscowej stajni, żeby odkupić konia, już wcześniej został zarezerwowany dla mnie. Wyjęłam z kieszeni pieniądze, kilka było zabrudzonych krwią, więc szybko schowałam je do kieszeni i dałam odliczoną sumę sprzedawcy i odebrałam konia, dostałam dodatkowo ekwipunek, więc nie musiałam się już o to martwić. Wsiadłam na czarnego rumaka i ruszyłam galopem w odpowiednią stronę. Na moje szczęście gdy byłam dzieckiem uczono mnie jazdy konnej, co nieco jeszcze z tego pamiętałam.
***
Po kilku dniach dojechałam na miejsce. Podając tożsamość wjechałam przez bramy miasta. Wszystko już zostało zaplanowane, pojechałam do pobliskiej stajni, gdzie zarezrwowałam boks i pozostawiłam tam wierzchowca, na razie nie będzie mi potrzebny. Znalazłam też wolny dom niedaleko centrum i rynku. Zadowolona wykupiłam posesje i zaniosłam tam moje rzeczy. Chciałam bliżej poznać to miejce, założyłam na siebie płacz i na głowę naciągnęłąm kaptur, na razie wolę pozostać innym mieszkańcom nieznana. Kierowałam się w strone głównego placu, kiedy na kogoś wpadłam, przez przypadek podkładając tej osobie nogę. Spojrzałąm się z zaciekawieniem i na mojej twarzy pojawił się szyderczy uśmieszek.
- A któż to wchodzi mi w drogę?

[Ktoś?]

1 komentarz: