Informacja

Pragnę poinformować zarówno osoby pragnące dołączyć do bloga, jak i obecnych członków, że akcja bloga nie rozgrywa się w czasach współczesnych. Czasy panujące w 79. roku Ery Zmian odpowiadają mniej więcej ziemskiemu średniowieczu. Proszę o tym pamiętać przy wypełnianiu formularzy i pisaniu opowiadań.
Dziękuję.

niedziela, 10 stycznia 2016

Opowiadanie Niamh

(ciąg dalszy opowiadania Corvusa)

 Wyścig zaproponowany przez Carrowa był emocjonujący, rozegrał się bardzo szybko i zakończył się niezbyt zaskakującym zwycięstwem Niamh. Dziewczyna była przyzwyczajona do tego, że w większości podobnych gonitw jej długie gepardzie nogi wynosiły ją daleko przed jej rywali. Dzięki temu nauczyła się nie odczuwać satysfakcji ze zwycięstwa, lecz ze zwykłej, przyjacielskiej rywalizacji. Tym razem nie było wcale inaczej.
 Usiedli na trawie, aby nieco ochłonąć. Znajdowali się wcale nie tak daleko od Yvenreill, a słońce wciąż trwało wysoko na nieboskłonie, nawet jak na zimę. Mieli więc sporo czasu na ewentualne pogaduszki, a żadne z obecnych nie miało zamiaru długo siedzieć w ciszy.
 Corvus zaproponował, że każde z nich podzieli się kilkoma interesującymi faktami na temat siebie samych. Aby dać im przykład, zaczął od siebie i szybko zadziwił dziewczynę swoim prawdziwym imieniem (Vincent brzmi całkiem ładnie, pomyślała) i nietypową przeszłością. Kiedy miała zamiar dopytać się o coś jeszcze, Carrow przerwał jej w połowie zdania, a Corvus szybko skorzystał z okazji i temat zszedł na węże w niesamowitym tempie.
 Niamh jeszcze nigdy nie doświadczyła tak gwałtownego przerwania jej napływającego potoku pytań. I nie mogła przyznać, że była z tego zadowolona.
 Z radością przystała na propozycję opowiedzenia coś o sobie. Bardzo lubiła opisywać innym swoje plany na przyszłość, marzenia, cele, wszystko, czego w życiu pragnęła. Do niedawna podchodziła do swojej przeszłości z niechęcią, lecz powoli przekonywała się do tego, że trzeba przełamać własny strach.
- Urodziłam się w Drev-thuor, mieście portowym nad Morską Szczeliną - zaczęła nieśmiało, wpatrując się w horyzont i uśmiechając delikatnie - Wiecie, tam, gdzie morze wżera się w ląd. Było tam strasznie głośno i zawsze cuchnęło rybami. Moi rodzice byli podróżnikami, a właściwie poszukiwaczami przygód.
 Przerwała na chwilę, a z ust jej towarzyszy wydobyły się lekkie westchnienia zachwytu. W świecie pełnym niespodzianek i niebezpieczeństw poszukiwanie przygód było ryzykownym zajęciem, lecz bez wątpienia było co o nim opowiadać. Nie każdy nadawał się do tego typu roboty.
- Zwykle nie było ich w domu. Wyruszali na całe miesiące, a potem wracali z tobołkami pełnymi starożytnych skarbów, złotych kielichów i złota, które dostali na targu za sprzedane kamienie szlachetne. Czego jak czego, ale pieniędzy nam nie brakowało - zaśmiała się - Uwielbiałam słuchać ich opowieści. Podobno prawie przebyli Góry Graniczne, które dzielą zachodnie puszcze od terenów nieskażonych ludzkim wpływem... Zatrzymała ich lawina. Słyszałam, że widzieli jednego z ostatnich smoków: miał trzy metry długości, chude łapy i był pokryty chropowatą skórą. Kiedy słuchałam ich opowieści, miałam ogromną ochotę wybrać się tam z nimi. Nawet ich prosiłam, żeby wzięli mnie ze sobą, żebym mogła zobaczyć rozległe doliny zachodu i kry na Morzu Cieni... Lecz mówili mi, że jestem za mała i muszę zostać w domu. Za każdym razem czekałam cierpliwie.
 Dziewczyna zrobiła małą przerwę, by wykorzystać ją na wzięcie paru głębokich oddechów. W pamięci od razu pojawiły jej się wysokie postacie rodziców odziane w ubiory podróżnicze wysokiej jakości. Jutrzenka próbowała z całych sił, jednak nie była w stanie przypomnieć sobie, jak wyglądały ich twarze. A tak bardzo chciała wiedzieć.
- Czekałam też wtedy, gdy nie wrócili. Zazwyczaj ich wyprawy zajmowały kilka miesięcy, maksymalnie pół roku, lecz w tamtym momencie nie wracali do domu od prawie trzystu dni. Pewnego dnia usłyszałam na targu, jak ludzie mówili o śmierci pary podróżników, że spadli w przepaść, gdy próbowali skrócić swoją podróż. Wiedziałam, o kim mowa, bo wymienili ich imiona. A potem wszystko działo się bardzo szybko. Babcia bardzo szybko zachorowała, pieniądze bardzo szybko się skończyły, bardzo szybko przyłapano mnie na kradzieży. Śmierć babci była szybka, szybko zostałam sierotą i szybko przygarnął mnie Camdin.
 Niamh podkuliła kolana pod brodę i objęła je rękoma.
- A teraz żyję tutaj.
 Kilkadziesiąt sekund ciszy, jakie zapanowało po ostatnim zdaniu Jutrzenki, pełno było niewypowiedzianych słów. Jednak dziewczyna wiedziała, że nie ma co szukać współczucia, bo takie było życie - Corvus także doświadczył czegoś podobnego, a kto wie, co musiał przeżyć Camdin? Los nikogo nie szczędził, szczególnie zmiennokształtnych i to w takich czasach.
- Chcę zostać poszukiwaczką przygód - Niamh zaczęła, jak gdyby nigdy nic - Chcę zwiedzać nieznane krainy, odkrywać zapomniane grobowce i podziwiać krajobrazy. Mam wystarczające fundusze, nawet pomimo tego, że regularnie je marnuję, heh...
- Dlaczego więc się wahasz? - zapytał ptasi zmiennokształtny.
 Jutrzenka roześmiała się pogodnie, wyraźnie zbijając tym z tropu swoich towarzyszy. Wyciągnęła nogi przed siebie, oparła się rękoma o ziemię za swoimi plecami i wbiła spojrzenie w niebo.
- Boję się, tak myślę. Wiem, co powiecie: "jesteś bardzo odważna, nie masz się czego lękać!". Jest jedna rzecz, która wywołuje u mnie gęsią skórkę. Boję się śmierci - przerwała na momenty, skubiąc trawę pod opuszkami palców - Nie chcę skończyć tak, jak moi rodzice. Chcę żyć. I myślę, że właśnie dlatego czekam z decyzją. Bardzo chciałabym wyruszyć, lecz zbyt mocno się lękam.
 Spojrzała na chłopaków siedzących u jej boku. Carrow wbijał wzrok w ziemię, przybierając niemożliwy do rozszyfrowania wyraz twarzy. Corvus, w przeciwieństwie do niego, patrzył się dziewczynie prosto w oczy. Niamh mogła zauważyć coś w jego spojrzeniu, jakby jakąś ukrytą wiadomość, lecz nie miała pojęcia, jak ją odczytać.
- Hej, Carrow, myślę, że teraz twoja kolej - ptasi zmiennokształtny przerwał wymianę spojrzeć, odwracając się do towarzysza.

[Carrow?]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz