Informacja

Pragnę poinformować zarówno osoby pragnące dołączyć do bloga, jak i obecnych członków, że akcja bloga nie rozgrywa się w czasach współczesnych. Czasy panujące w 79. roku Ery Zmian odpowiadają mniej więcej ziemskiemu średniowieczu. Proszę o tym pamiętać przy wypełnianiu formularzy i pisaniu opowiadań.
Dziękuję.

środa, 13 stycznia 2016

Opowiadanie Niamh

(ciąg dalszy opowiadania Domeniki)

 W normalnych wsiach nastanie poranka oznajmiał kogut, piejąc donośnie. Lecz osadę Yvenreill można było określić niemal każdym przymiotnikiem, tylko nie słowem "normalna" właśnie.
 Niamh nie była więc zbyt zdziwiona, gdy z przedpołudniowej drzemki wyrwał ją dziwnie głośny skrzek wiwerny. Była za to zdziwiona, jak blisko niej znajdowała się bestia.
 Gdy uniosła powieki, jej oczom ukazało się podgardle stworzenia. Najwyraźniej wiwerna... patrzyła  na coś w oddali, nie zdając sobie sprawy z obecności człowieka śpiącego tuż pod jej łbem. Jutrzenka z całej siły starała się nie krzyczeć.
 Powoli wyczołgała się spod szyi zwierzęcia, aż mogła oglądać je z odległości kilku dobrych metrów. Dopiero wtedy wypuściła oddech (i przy okazji zdała sobie sprawę, jak długo go przetrzymywała). Jaszczuropodobny stwór był nieduży, o wiele mniejszy od smoka i miał jakieś trzy metry długości, licząc z ogonem. Przypominał nieco warany wygrzewające się nad Aekh-Revas'h, z tym, że miał płachty skóry przyrośnięte do przednich kończyn. Dzięki temu wiwerny mogły wznosić się w powietrze, choć niezbyt wysoko. Były takimi kurami wśród latających gadów.
 Dziewczyna w zamyśleniu otrzepała spódnicę ze wszędobylskiego kurzu i usiadła po turecka. Cóż za wspaniały sposób na rozpoczęcie dnia, pomyślała. Obudzić się i o mały włos nie zginąć. nieźle. Wystarczająco dużo emocji jak na dziś. Przez najbliższe pół dnia nie tknę palcem żadnej roboty. Tylko odpoczynek i relaks.
 Wstała, stękając delikatnie - nierozciągnięte mięśnie lekko ją bolały. Postanowiła coś na to zaradzić, wybierając się na małą przebieżkę, chociażby nad rzekę. Tym razem w ludzkiej formie - chciała poradzić sobie z dziwacznym nałogiem na własną rękę.
 Po szybkiej rozgrzewce truchtała w kierunku Trebany z sandałami w ręku, bo wolała przemieszczać się na boso. Można wtedy lepiej wyczuć podłoże, często się tłumaczyła. W rzeczywistości przez buty okropnie pociły jej się stopy, a dziewczyna nie chciała brzydko pachnieć. Lecz jak miałaby to komukolwiek powiedzieć? Wyczuwanie podłoża brzmiało o wiele lepiej.
 Z zaskoczeniem odkryła, że zazwyczaj opustoszałe nadbrzeże rzeki było okupowane przez jedną zupełnie nieznajomą jej osobę. Jutrzenka rzuciła obuwie na ziemię, przeczesała loki palcami (ała, cholera, moje włosy) i spokojnie podeszła do postaci, ignorując wszelkie obowiązujące zasady ostrożności.
 Osoba, jak się okazało, była dziewczyną o złocisto-brązowych włosach spadających puchatymi falami po jej ramionach. Niamh nie mogła ujrzeć jej twarzy, bowiem wzrok dziewczyny skierowany był w kierunku spokojnego biegu Trebany.
 Jutrzenka nie chciała straszyć potencjalnej towarzyszki, postanowiła przywitać się cicho i delikatnie. Otworzyła usta, by zacząć mówić, lecz--
- Cześć... - powiedziała brunetka, nawet się nie odwracając.
 Zaraza, ma dobry słuch!
- Eheh, cześć! - Niamh postanowiła odpowiedzieć, jak gdyby nigdy nic, żeby nie budzić zbędnego niepokoju. Podrapała się po karku, by dziewczyna odwróciła się wreszcie twarzą ku niej. Miała ładną twarz o lekko elfich rysach i złotawe oczy - Nie chciałam wystraszyć. Ładną mamy dziś pogodę, jak na zimę, to i wybrałam się na spacer. Przyznam, że rzadko widuje się kogoś w tych okolicach, Mieszkasz tutaj, czy przejazdem?
 Wyszczerzyła zęby w uśmiechu, który uważała za sympatyczny.

[Domenika~?]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz