Była tu dopiero kilka dni, nie do końca potrafiła się odnaleźć. Rozglądała się przestraszona, bała się, że coś wyskoczy z krzaków i zaatakuje ją. Ale nie to było teraz największym powodem do strachu.
Bała się, że znów ją znajdą, znów przywiążą do drewnianych pali i będą czekać na odpowiednią okazję do rytuału, jakim jest zabicie zmiennokształtnego.
Szła tak długo, aż jej drogę przecięła rzeka. Susan usiadła na jej brzegu i spojrzała w lustro wody. Zobaczyła bliznę przecinającą jej prawe oko. Zapewne już jej tak zostanie, ale nie należało się tym przejmować. Jej twarz była brudna od ziemi i błota.
Dziewczyna ułożyła dłonie w miseczkę i nabrała w nie wody. Obmyła twarz i ręce, po czym oparła się o rosnące niedaleko drzewo. Oparła głowę o pień, zamknęła oczy i wzięła kilka głębokich oddechów. Musiała znaleźć kogoś, kto wszystko jej wytłumaczy. Potrzebowała czyjegoś towarzystwa.
Gdy otworzyła oczy, zobaczyła przed sobą parę dużych, brązowych oczek wpatrujących się w nią i mały nosek kręcący się we wszystkie strony. Dziewczyna uśmiechnęła się do wiewiórki i powoli podniosła rękę, by pogłaskać zwierzątko. Wiewiórka obwąchała po kolei każdy palec Susan, po czym wskoczyła na rękę i znów zaczęła węszyć.
Zwierzątko było bardzo ciekawskie, nawet łapało rude włosy dziewczyny w swoje małe łapki i oglądało je dokładnie. W końcu wiewiórka położyła się na klatce piersiowej Susan i zwinęła w kłębek. Dziewczyna gładziła delikatnie jej grzbiet, z uśmiechem na twarzy. Ona także postanowiła się trochę zdrzemnąć, co mogło jej się stać przez parę minut?
Zamknęła oczy i po chwili zasnęła.
[Ktoś chciałby dokończyć?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz