Informacja

Pragnę poinformować zarówno osoby pragnące dołączyć do bloga, jak i obecnych członków, że akcja bloga nie rozgrywa się w czasach współczesnych. Czasy panujące w 79. roku Ery Zmian odpowiadają mniej więcej ziemskiemu średniowieczu. Proszę o tym pamiętać przy wypełnianiu formularzy i pisaniu opowiadań.
Dziękuję.

niedziela, 27 grudnia 2015

Opowiadanie Niamh

(ciąg dalszy opowiadania Corvusa)

 Bywały dni, w których Niamh po prostu nie miała ochoty pracować. Spacerowała wtedy całymi dniami wśród gęstej roślinności okolicznej puszczy i starała się nie spaść z poskręcanych pni do głębokich rowów wypełnionych torfem.
 Nie spodziewała się, że podczas jednej z takich przechadzek spotka ogromne, szaropióre ptaszysko, które w dodatku okazało się być polimorfikiem.
 Gdy poznała nieco bliżej Corvusa (chłopak opowiedział jej o tym, jak Camdin kilkakrotnie usiłował go upolować), stwierdziła, że jest on bardzo miłą osobą. Choć na pierwszy rzut oka wydawał się być zamknięty w sobie i nieco chłodny, to to wrażenie szybko zniknęło. W tamtej chwili w spacerze towarzyszył jej wesoły, roześmiany dwudziestolatek, który miał wiele do powiedzenia.
 Ich spojrzenia zderzyły się na chwilę i Jutrzenka mogła spojrzeć prosto w srebrne oczy młodzieńca. Stwierdziła, że były wyjątkowo ładne i pomyślała, że rzadko spotyka się tęczówki w tak nietypowym odcieniu srebra pomieszanego z szarością, szczególnie w tych stronach kontynentu.
 Po chwili zdecydowała się przerwać niezręczną ciszę, która zapanowała między nimi.
- Więc... Jak znalazłeś się w Yvenreill? Przyznam, że nie jest to najbardziej znana wioska w okolicy.
 Chłopak odwrócił wzrok i podrapał się po karku.
- Dużo podróżowałem. Jakoś tak wyszło.
 Postanowiła nie pytać o to więcej, przeszłość była wyraźnie delikatnym tematem.
- A ty? Chyba dobrze znasz okolicę, z tego, co zauważyłem. Pewnie mieszkasz tu od dawna? - Corvus uśmiechnął się do niej delikatnie.
- Tak, mieszkam tu od dzieciństwa - zerwała kilka cienkich gałązek z mijanego drzewa i zaczęła splatać z nich osobliwy wianek - Można powiedzieć, że Camdin mnie zaadoptował, gdy byłam mała. Formalnie nie jestem obywatelem wioski, nie mam tu domu, a co dopiero mówić o gospodarstwie... Ale dążę do tego! Powoli, ale... dążę.
 Zaśmiała się delikatnie, mrużąc oczy. Dawno nie miała okazji porozmawiać z rówieśnikiem i ta konwersacja przynosiła jej wiele radości. Miała nadzieję, że lepiej pozna swojego rozmówcę.
 Kto wie, może nawet się zaprzyjaźnią?
***
 Słońce wisiało tuż nad horyzontem, gdy powolnym krokiem opuścili wreszcie puszczę, wychodząc prosto na pola otaczające Yvenreill. Nie spodziewali się spotkać tam nikogo oprócz chciwych wron wyjadających resztki roślin bądź uśpione nasiona.
 Ku zaskoczeniu Niamh, na polu pracował Carrow, w pocie czoła wyrywając ocalałe przez zimę chwasty. Jeśli parał się tak niszową robotą, to znaczy, że w młynie nie poszło mu najlepiej. Jutrzenka postanowiła zagadać o tym do chłopaka (z którym i tak nie miała za często okazji porozmawiać). Niewiele myśląc, pociągnęła Corvusa za rękaw i ruszyła w stronę zmiennokształtnego-konia.
- Hej, gdzie idziemy? - spytał zaskoczony ptasi polimorfik - Ten wyrywający chwasty... To twój znajomy?
- Nie, właściwie, to nie. Ledwo go znam. I właśnie postanowiłam, że go poznam. A z racji, że i ty jesteś teraz mieszkańcem osady, to może i wy zostaniecie znajomymi, hmm?
 Po chwili namysłu ciemnowłosy chłopak pokiwał ze zrozumieniem głową i wzruszył ramionami.
- Czemu nie? Ciekawe tylko, czy w ogóle będzie chciał rozmawiać.
- To się zobaczy.

[Corvus lub Carrow, dokończycie?]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz