Informacja

Pragnę poinformować zarówno osoby pragnące dołączyć do bloga, jak i obecnych członków, że akcja bloga nie rozgrywa się w czasach współczesnych. Czasy panujące w 79. roku Ery Zmian odpowiadają mniej więcej ziemskiemu średniowieczu. Proszę o tym pamiętać przy wypełnianiu formularzy i pisaniu opowiadań.
Dziękuję.

środa, 23 grudnia 2015

Opowiadanie Niamh

 Cerowanie podartych spodni nie było najbardziej fascynującą robotą na świecie. Szczególnie, gdy spodnie te należały do okolicznego zielarza spędzającego całe dnie na wędrówkach po lesie i składały się z większej ilości dziur niż materiału. Przy piętnastym "ubytku" Niamh zaczęła się martwić, że zabraknie jej łat.
 I pomimo, że zadek bolał ją niemiłosiernie od długiego siedzenia na niewygodnej ławce, a skóra była spieczona od intensywnie grzejącego słońca (nawet w zimę można było się poparzyć), to ona nie zaprzestała pracy. Ambicja jej na to nie pozwalała - była kobietą, która żadnej pracy się nie bała. Zbierała miód z barci w drzewach, oczyszczała piwnicę z pajęczych gniazd (dziewczyna dotąd nie widziała ośmionogich stworów o takich rozmiarach), była dziewczynką na posyłki latającą od miasta do miasta i podkradała jajo wiwernie. Jeżeli była jakaś robota, która wymagała od niej dokładnie zero wysiłku, to z pewnością było nią łatanie spodni.
 Problem leżał w tym, że było to bardzo, bardzo nudne.
 Uczucie znużenia, zaniepokojenia i irytacji jeszcze bardziej wzmagało Łaknienie. Ten niekończący się ssący ból w żołądku, który przypominał o sobie codziennie. Nie dało się go zaspokoić pożywieniem. Aby pozbyć się Łaknienia, trzeba było się przemienić.
 Niamh wytrzymywała już dwa tygodnie od ostatniej zmiany formy. Camdin powiedział jej, że musi być wytrwała, bo tylko tak może oswoić swe zwierzęce oblicze. Jutrzenka wiedziała, że nie miała innego wyjścia. Gdyby oddawała się swoim żądzom, gdy tylko dawałyby o sobie znać, byłaby zgubiona. Musiała cierpieć, by móc pozostać człowiekiem.
 Igła boleśnie wbiła jej się w palec, gdy na chwilę straciła z oczu jej bieg. Dziewczyna przeklęła cicho pod nosem i kontynuowała swoją pracę, bowiem nie zostało jej już dużo.
***
- Nie chcę ich już więcej widzieć na oczy... - takimi słowami przywitała swojego opiekuna, wręczając mu połatany element ubioru - Mogę skreślić kolejny zawód z mojej przydługiej listy. W życiu nie zostanę krawcem.
 Dobroduszne, zielonkawo-złote oczy zielarza spotkały lekko podirytowane spojrzenie tych ciemnobrązowych. Blondyn roześmiał się wesoło, odrywając się na chwilę od zbierania poziomek. Otrzepał tunikę i poklepał wychowanicę po ramieniu, odbierając od niej spodnie.
- Nie poddawaj się tak łatwo, jeszcze wszystko przed tobą. Tak czy siak, dobra robota. Słuchaj, wiem, że to może wydawać się trochę, głupie, ale... Kupisz mi strzały?
 Niamh spojrzała na niego z ukosa i wbiła w niego wzrok, jakby próbowała mu przekazać telepatycznie: "Zima. Nie ma zwierzyny. Nie ma na co polować. Po co ci strzały?", więc mężczyzna szybko zaczął tłumaczyć.
- W sezonie sprzedawcy strasznie zawyżają ceny i trudno kupić coś za rozsądną kwotę, wiesz. Jeśli teraz kupię z trzy tuziny na zapas, to starczy mi na długo, a wydam niewiele. Wiem, że te sprawy mogą wydawać się dla ciebie ciężkie, ale mi zaufaj, dobrze?
 Jutrzenka nie odpowiedziała, lecz uśmiechnęła się tajemniczo i oparła się o pień pobliskiego drzewa. Przez chwilę mruczała bliżej nierozpoznawalną melodię, gładząc niechlujnie zdobiony brzeg sukienki. W końcu zerknęła na Camdina, który zaczął okazywać zniecierpliwienie.
- A dostanę coś za to? - wyszczerzyła się.
- Oczywiście, za to i za załatanie mi ubrania. Dorzucę jakiś bonus, jak chcesz.
 Dziewczyna pokiwała wesoło głową, poklepała Camdina po ramieniu i pobiegła przez las. Po chwili wróciła się, aby odebrać od leśniczego pieniądze do kupienia strzał. Pełna entuzjazmu ruszyła w drogę.
 Vriedanka było jednym z tych miast, w którym elfy księżycowe nie były aż tak nieuprzejme dla ludzi (i dla istot podobnych ludziom) jak w innych ośrodkach. Pozwalały swoim dalekim krótkouchym kuzynom przemieszczać się swobodnie ulicami miasta, robić zakupy, sypiać w karczmach. Ludzie nie mieli tam jedynie możliwości zakupienia nieruchomości i uzyskania obywatelstwa.
 Na nieszczęście Niamh, Vriedanka znajdowało się bardzo daleko od Yvenreill. Na tyle daleko, że droga zajmowała około dwóch godzin żwawym krokiem przeplatanym truchtem.
 Chyba, że było się gepardem.
 Wiedziała, że nie było wolno jej tego robić. Wiedziała, że musiała się powstrzymywać. Lecz tylko głupiec rozdrapywałby zakażoną ranę, która pokrywała jego pierś. A tak właśnie czuł się każdy polimorfik powstrzymujący Łaknienie. Instynktu nie dało się oszukać, głód trzeba było zaspokoić.
 Chwyciła więc w zęby mieszek z pieniędzmi (smakował ohydnie i cuchnął stęchlizną) i rozpoczęła przemianę. Nie była doświadczonym zmiennokształtnym, transformacja nadal trwała dość długo i była bolesna. Po około dwóch minutach Jutrzenka rozejrzała się po okolicy w swej gepardziej postaci. Wyczuła wiele nowych zapachów, usłyszała dźwięki, z których istnienia nie zdawała sobie przed chwilą sprawy. Zwierzęca forma otwierała przed nią tyle nowych możliwości, a jedną z nich było szybkie dostanie się do Vriedanki.
 Gepardy znane było z tego, że poruszały się szybko, a męczyły powoli. Długie susy, wyglądające nieco jak lot, albowiem łapy zwierzęcia prawie wcale nie dotykały podłoża, gwarantowały podróż bez utrudnień. Pozostawał jeszcze jednak ten dreszczyk adrenaliny na myśl o byciu zauważonym. Niamh pędziła poprzez niezamieszkane równiny i modliła się w duchu, aby nikogo nie spotkać.
 Wszystko poszło zgodnie z planem i niecałą milę przed miastem nastolatka powróciła do swej naturalnej, ludzkiej postaci. Zakręciło jej się w głowie, jak zwykle po przemianie, poczuła, jak nogi miękną jej od długotrwałego wysiłku i transformacji skumulowanych razem. Nieco chwiejnym krokiem ruszyła w stronę Vriedanki i wkrótce przekroczyła jej bramy.
 Z interesami uwinęła się szybko - strzały znalazła na pierwszym lepszym straganie (20 srebrnych monet za tuzin brzmiało jak nierealny, zbyt dobry sen, ale tak wyglądało właśnie łuczarstwo poza sezonem), a potem przeszła się jeszcze chwilę i kupiła sobie samej bransoletę z brązu, oczywiście za własne pieniądze. Z niechęcią zauważyła, że fundusze znowu jej topniały.
 Nie miała jeszcze ochoty wracać do Camdina. Było dość wcześnie, słońce wciąż wisiało wysoko na niebie, lekko przechylone ku zachodowi. Mogła trochę rozejrzeć się po okolicy, nie mając jednak na myśli miasta. Była w połowie zwierzęciem - ciągnęło ją do natury. Jej wybór padł na niewielki zagajnik z uroczym stawem pośrodku.
 Od zbiornika wodnego wiało przyjemnym chłodem, który kontrastował z ciepłym powietrzem południa. Nawet w zimie temperatury wokół centralnego Naerne pozostawały na plusie, oscylując wokół piętnastu stopni. Tylko padało trochę więcej niż w lato.
 Niamh wyciągnęła nogi przed siebie, mocząc stopy w stawie. Dopiero po chwili zauważyła sunącą powoli po wodzie kaczkę. Była niewielka, miała rdzawobrązowe piórka i przypatrywała się dziewczynie z zaciekawieniem.
- O, co tutaj robisz, mała? - uśmiechnęła się Jutrzenka - Nie masz tu żadnych przyjaciół? W sumie to ja też nie. Mieszkam w Yvenreill, to trochę daleko stąd, wiesz? Chcę zbudować tam sobie dom i potrzebuję dużo pieniędzy. Dlatego pracuję. Widzisz te strzały? Kupiłam je dla mojego przyjaciela, bo poza sezonem są tańsze. Nie znam się na tych wszystkich wielkich sprawach handlu, ja jestem jedynie dziewczynką na posyłki.
 Rozmowa z ptakiem wydała jej się dziwna, ale od długiego czasu nie miała z kim zamienić słowa. Blond leśniczy całe dnie spędzał na sporządzaniu podejrzanie pachnących maści ziołowych lub leczeniu drzew, Ysbail z natury nie była zbyt rozmowna, a Bethan miała areszt domowy za wymknięcie się po zmroku na spotkanie z kolegą. Siłą rzeczy Niamh pozostała jedynie opcja pogaduszki z kaczką.
- Ale taka praca do mnie pasuje, mogę tak to ująć. Bardzo szybko biegam - ciemnowłosa nastolatka uśmiechnęła się szeroko, prezentując komplet czterdziestu czterech drobnych zębów.
 Jakie było jej zdziwienie, kiedy kaczka wyszła ze stawu, otrzepała się z wody i zamieniła w wysoką, rudowłosą kobietę.

[Silas, proszę o dokończenie]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz